Opowiadania i gry

Browsing Posts in jak zarobić trochę kasy

Mąż Bharti, Wisznu Ghodke, miał dwóch znajomych, którzy zamierzali otworzyć biuro podróży. Jego udziały miały być niewielkie, ale nawet na to potrzebował pięciu lakhów, a miał niecałe trzy. Tymczasem Śalini przetrzymywała ponad dwa. I dlatego właśnie Bharti siedziała w tym domu, w czwartkowy wieczór, rozdrażniona i zła. Śalini i Katekar siedem lat temu zapłacili sześć lakhów za ten dom. Zapłacili w czterech bolesnych ratach, gotówką, wyciśniętą z tysięcy umytych talerzy i wypranych halek, z niezliczonych pięćdziesięcio- i sturupiowych łapówek. Dzięki temu ona i jej synowie mieli teraz dach nad głową, dwa pokoje i kuchnię, które były ich własnością. Tego właśnie pragnął Katekar, chciał być właścicielem, mieć kawałek ziemi, która nie będzie należała do państwa ani do właściciela posiadłości, pragnął mieć bezpieczny dom. I dał im to. A potem zginął. Świadomość jego nieobecności dociera do Śalini w nękającym ją od czasu do czasu spazmie mięśni, biegnącym przez plecy do żołądka. Odetchnęła głęboko, a potem jeszcze raz.

Andźali szybko notuje na białym bloczku. K. D. słucha, jak jej pióro skrzypi po papierze. Andźali kończy pisanie i wyczekuje, czeka na jego dalsze słowa. Ale to już wszystko, co może jej powiedzieć. Razem czekają na pieniądze. Tuż po pierwszej przyjeżdża Amit Sarkar i przywozi ze sobą walizkę. Andźali pokazuje K. D. stos pieniędzy.   Tak – mówi K. D. – Zgadza się. – Czuje, że na jego twarzy pojawia się uśmiech. Ta sama gra, myśli. Wciąż trwa. Bierze od Andźali pióro, wbija czubek w plastikową folię i ciągnie. Przez powstałe rozcięcie wyciąga jeden banknot i podnosi go do okna, w stronę jasnego światła dnia. – Tak – powtarza. – Tak. Wydaje mi się, że to są ich pieniądze. – Nie ma pojęcia, co to możne oznaczać dla Andźali, i czy w ogóle to coś znaczy. Ale oni wszyscy są szczęśliwi: a to już jest ważne. Andźali zbiera pieniądze, zabiera swój bloczek, ściska K. D. i pospiesznie wychodzi. Musi iść, ale zostawia Amita Sarkara, który będzie słuchał K. D. i będzie nad nim czuwał. Organizacja wciąż pragnie, żeby on uczestniczył w tej grze, ale na to jest już za późno. K. D. kładzie się na łóżku, szeroko rozpościera ramiona. Poduszki są bardzo wygodne, miło czuć ich dotyk na policzku. Jest zmęczony. Czas odpocząć. Zamyka oczy. Oddycha głęboko i zasypia.

K. D. budzi się zapłakany. Czuje pieczenie w pięcie. Dawno temu, kiedy w towarzystwie Ćandera Ghosza siedział na glinianej podłodze lepianki, ze skrzyżowanymi nogami i bez butów, w lewą piętę ugryzł go jakiś owad. Pamięta to, pamięta, jak tarł kciukiem tę zaognioną, czerwoną plamę, i jak Ćander Ghosz na moment przerwał swoje pytania i z zaciekawieniem spojrzał na ukąszenie. K. D. przypomina to sobie i nagle ogarnia go jakiś przejmujący szloch. continue reading…

graj edukacyjnie

No comments

Sięgnie do ukrytego schowka, w którym leży polski pistolet samopowtarzalny kaliber 7,65 mm, załadowany i z kulą wprowadzoną do komory. Po chwili wróci do chaty, trzymając dłoń przy boku i teczkę przed sobą. Strzeli Ćanderowi Ghoszowi w prawe oko, a Palaśowi w pierś i w tył głowy. Podczas szybkiego przeszukiwania chaty znajdzie tylko zabytkowego kolta kaliber 9 mm, który Ćander Ghosz trzymał odbezpieczony pod udem, w prawej ręce. Zabierze go i ucieknie. Ale to wszystko dopiero się wydarzy. Teraz K. D. widzi idącego przed nim Palaśa, jarzącą się zieleń ryżu i kanię, nurkującą nad ich głowami. continue reading…